DSC06377
3

Moje Antydepresanty

Szczerze mówiąc, kiedy zaczynałam pisać ten post chciałam przelać tutaj swoje rozgoryczenie i żal. Bo każdy ma w życiu takie momenty, kiedy zdaje się, że gorzej być nie może. Jednak, z reguły staram się nie obarczać innych swoimi wywodami. Taką mam naturę…albo może tego nauczyło mnie dotychczasowe życie. Sama czuję się źle, kiedy ktoś regularnie wylewa przede mną swoje „smuty”. Nie myślcie tylko, że brakuje mi empatii. Co to, to nie! Mam na myśli osoby, które lubują się w narzekaniu, takich….hejterów 😉

Dlatego, nie przeczytacie tutaj o chwilach, kiedy słów mi brak i łzy same napływają do oczu. Nie dowiecie się, kto sprawia mi ból i doprowadza do szału. Przynajmniej nie tym razem….Za to chcę Wam opowiedzieć o moim leku na całe zło, o moich Antydepresantach.

Jeden z nich budzi mnie rano i na dzień dobry szczerzy cztery zęby. Raczy mnie swoim wyjątkowym śmiechem i niewinnie „blabla” mi nad uchem. Po chwili, kolejny przybiega z głośnym „ceśmamuuuusiakooooooochamcie” i mości się na moich kolanach. I ten trzeci, który wspiera mnie najdłużej i…serwuje pyszną kawę. To najlepszy początek dnia jaki mogłabym sobie wymarzyć.

Później nie jest inaczej. Mój „zestaw ratunkowy” ma milion sposobów na rozpędzenie złych myśli. Uwielbiam, kiedy rozśmiesza mnie do łez. Jeszcze bardziej cieszy mnie widok całej Trójki zajętej wspólną zabawą. Wtedy wiem, że moje życie ma sens 🙂

Może zabrzmi to nieskromnie, ale JESTEM SZCZĘŚCIARĄ <3<3<3

antydepresanty

Przeczytaj też