_DSC0094
6

Automaty dla dzieci? Wolałabym trzymać się od nich z daleka

Kojarzysz ten stan kiedy intryguje Cię coś nowego, nieznanego? Widzisz to i nie możesz doczekać się kiedy będziesz mogła to poznać, skorzystać z jego potencjału. W końcu przychodzi moment, że osobiście możesz przekonać się o tym, jakie daje możliwości owa atrakcyjna rzecz. Podchodzisz do niej z entuzjazmem i….nagle różowe okulary spadają Ci z nosa i z trzaskiem lądują na ziemi. 

Dokładnie tak wyglądało moje pierwsze zetknięcie z urządzeniami, z których teraz muszę korzystać korzystam, mimo, że wcale nie mam na to ochoty. Sprawa wygląda o tyle bardziej beznadziejnie, że można je spotkać przy drzwiach niemal każdego supermarketu, a w galeriach rozstawionych jest ich co najmniej kilka. Jeżeli powiem, że dzieci wprost je uwielbiają, pewnie domyślisz się już o czym mówię. Tak, chodzi o wszelkiego rodzaju pojazdy i automaty na monety.

Zanim Synek dorósł do korzystania z nich, wręcz nie mogłam doczekać się kiedy to nastąpi. O ja głupia!

Wcale nie chodzi mi o to, że takie wynalazki zmyślnie wyciągają kasę z portfeli rodziców. Na szczęście Szczypiorki zwykle zadowalają się samym faktem wejścia do takiego pojazdu, resztę załatwia ich wyobraźnia.

Nie mieliśmy też większych problemów z zakończeniem zabawy. Mimo, że Szczypiorki są charakterne (mają po kim ;)) to zwykle udaje nam się oddalić bez większej awantury. Od razu uprzedzę, nie mam na to jednej sprawdzonej metody.

Problem polega na tym, że odkąd zostałam mamą, znacznie bardziej zwracam uwagę na czystość. Paczka chusteczek nawilżonych środkiem bakteriobójczym lub żelu o podobnych właściwościach to w mojej torebce standard. Niestety nie trafiłam na automat, który nie byłby usyfiony. Nie chodzi o śmieci, które w danym dniu dzieci naniosły na bucikach, ani odrobinę kurzu. Mówię o brudzie, od którego sama wolałabym trzymać się z daleka.

Tak jak dba się o czystość zabawek w przedszkolach i regularnie myje meble szkolne, tak samo zadbane powinny być te zabawkowe pojazdy w sklepach. Nie mam pojęcia kto powinien się tym zajmować, czy właściciel sprzętu czy galerii, nie moja broszka. Życzyłabym sobie jednak, żebym bez obaw mogła pozwolić dzieciom z nich skorzystać.

Trudno zrozumieć mi takie zaniedbanie. Żyjemy w czasach, w których funkcjonuje powiedzenie „nasz klient, nasz pan”. Kiedy wchodzę do sklepu, od razu miła Pani zajmuje się mną i dopieszcza do samego jego opuszczenia. Nie potrafię pogodzić się z tym, że moje dzieci są tak brzydko lekceważone.

A jakie jest Twoje spojrzenie na tę sprawę? Czy Twoje dziecko lubi korzystać z takich urządzeń? Pozwalasz mu?

Przeczytaj też

  • Cyprian jest za mały (chyba już jednak nie ;p ) za to Tola regularnie gledzi mi jak tylko takie dziadostwa zobaczy :/ Jedno i koniec,bo przecież ileż można. Jednak co do czystości ich to ja się nigdy nie zastanawiałam i dałaś mi do myślenia 😉

    • Przyjrzyj się koniecznie. Najbardziej rozwalają mnie kawałki jedzenia zostawione przez dzieci, ble!

  • A mnie te automaty okropnie wkurzają. Rozumiem, żeby były ustawione w jednym miejscu, ale nie na każdym rogu. Czasem z dzieckiem muszę wyjść do sklepu, ale nie koniecznie chcę stać pod każdym sprzętem. Dobrze, że też synek nie potrzebuje, aby się ruszało, chociaż już powoli zaczyna zauważać, że pod innymi dziećmi konik się rusza…

  • Wiki nie korzysta, bo się ich boi. Nie płaczę z tego powodu 😉
    Oliwia jeszcze nie wiem, bo w sumie u nas te pojazdy stoją właściwie w tylko jednym markecie, a pojawiamy się w nim dość rzadko, bo daleko mamy.