Mamo
5

Mamo, nie traktuj wszystkiego tak osobiście

Kiedy popołudniu 1 września umieszczałam nowy status w social mediach nie myślałam, że zostanie on przez kogokolwiek potraktowany osobiście. Bo niby dlaczego? W końcu dotyczył postępów adaptacyjnych tylko i wyłącznie MOICH dzieci. Doceniłam w nim również SWOJĄ rolę w przygotowaniach ich do tak ważnego dnia jak pierwszy dzień w przedszkolu. Było to dla nas szalenie ważne wydarzenie i pomyślałam, że byłoby miło, gdyby nasi obserwatorzy cieszyli się razem z nami. Niestety…

Dwa lata w blogosferze dużo mnie nauczyły i uświadomiły wiele kwestii. Zdaję sobie sprawę na przykład, jak bardzo zgubne i krzywdzące jest pochopne ocenianie innych i porównywaniem dzieci. Mimo, że nie brakowało tego gdy sama byłam dzieckiem, jednym z moich macierzyńskich priorytetów jest właśnie unikanie takich zachowań. Owszem, jestem tylko słabym człowiekiem i zaliczam wpadki, jednak nie wykraczają one poza obszar moich myśli, a z takimi staram się walczyć.

To sprawia, że nie przyszłoby mi do głowy by dać komukolwiek do zrozumienia, że moje dzieci w czymkolwiek są lepsze, a ja jestem mądrzejszą czy bardziej zaradną matką. Tym bardziej nie zrobiłabym tego publicznie, po prostu szanuję swoich czytelników/obserwatorów.

Drugą rzeczą, na którą zaczęłam bardziej zwracać uwagę dzięki blogowaniu to docenianie siebie. Zdałam sobie sprawę, że mój stosunek do życia, do codzienności, do macierzyństwa, do pracy tak naprawdę zależy ode mnie i mojego nastawienia. Czasy, kiedy miałam problemy z poczuciem własne wartości minęły i w żadnym razie nie mam ochoty do nich wracać. Teraz już nie czekam na pochwały innych, sama potrafię to zrobić. Bardzo polecam!

Wrócę jeszcze na chwilę do kwestii związanych z adaptacją w przedszkolu. Skoro ktoś zdecydował się ocenić nas tak szybko nie znając do końca naszej sytuacji i drogi, którą przeszliśmy by znaleźć się w tym miejscu, ja postaram się nieco wyjaśnić.

Nasz Starszak zadebiutował w przedszkolu kiedy miał skończone 4 lata. Myślałam, że stanie się to wcześniej ale z moich (i męża) obserwacji wynikało, że nie jest jeszcze na to gotowy. Jest wrażliwym chłopcem i jako trzylatek unikał dzieci, a wręcz bał się ich. Dopiero w kolejnym roku dojrzał na tyle, by zmierzyć się z przedszkolną rzeczywistością. Myślę, że nie bez znaczenia jest fakt, że dwa lata był jedynym dzieckiem w rodzinie. Z Córeczką było zupełnie inaczej. Przede wszystkim jest dziewczynką bardzo otwartą, przebojową i od samego urodzenia miała kontakt z dziećmi. Poza tym, miała szansę już wcześniej dosyć dobrze obyć się z przedszkolem. Razem ze mną odprowadzała brata i odbierała go, uczestniczyła też w różnych zajęciach i balu karnawałowym. Doszło do tego, że wolałam nie budzić jej rano i sama pójść z Synkiem do przedszkola bo w innym wypadu trudno było nam je opuścić. To wszystko złożyło się na naszą decyzję o zapisaniu jej do przedszkola. Chyba nie muszę mówić, że jest zachwycona takim obrotem sprawy. 🙂

Rozumiem, że nie u wszystkich dzieci proces adaptacji przebiega tak lekko. Jako matkę, nawet płacz obcych dzieci w przedszkolnej szatni rozbija. Jeżeli mam tylko możliwość staram się takie maluszki i ich mamy wesprzeć. Ale czy to wszystko oznacza, że mam nie cieszyć się z NASZYCH małych przedszkolnych sukcesów? Mam nie chwalić dzieci za to, że radzą sobie z tą trudną sytuację tak dobrze? A może w ogóle powinnam myśleć, że skoro nie płaczą to pewnie mają problemy z okazywaniem emocji czy inne zaburzenia? No bez jaj!

Droga Mamo, nie traktuj wszystkiego tak osobiście!

 

Przeczytaj też

  • Zgadzam się z Tobą, czasami za szybko oceniamy innych, nie znając ich życia. Sama czasami łapię się na tym, że próbuję kogoś ocenić, a później zdaję sobie sprawę, że najpierw powinnam ocenić siebie. I tak jak piszesz każde dziecko jest inne, jedno szybko się zaaklimatyzuje z dziećmi, drugie nie. Mój półtora roczny Janek akurat bez problemu lgnie do dzieci, jest nimi bardzo zainteresowany.

    • Trzeba być po prostu świadomym, że dziecko nie jest małym dorosłym i nie oczekiwać od niego dorosłego zachowania. Ma prawo do płaczu, rozdrażnienia, wybuchów itd. Nawet jeżeli z natury jest otwartym dzieckiem może mieć trudności z adaptacją i to nie jest nienormalne, to nic złego. Wtedy trzeba dać mu maksimum zrozumienia i pomóc mu przez to przejść. Najważniejsze to nie dać ponieść rutynie, być uważnym, obserwować dziecko i reagować odpowiednio do danej sytuacji.
      Buziaki dla Was :*

  • Powinniście się cieszyć, bo wykonaliście kawał dobrej roboty. Gorsze chwile przecież mogą nadejść w każdej chwili, u nas np Tolka miała problem z zaklimatyzowaniem się nie na początku,a po dłuższych chorobach. W naszym przedszkolu dzieciaczki płakały, może były nie gotowe, może rodzice nie przejęli się tak jak Ty i nie przygotowali dzieci na tak wielkie przecież zmiany,albo może po prostu dzieciaki tak miały jak mój Cypek,że jak tylko mama wychodzi to jest płacz nie zależnie z kim i gdzie zostaje (uf coraz rzadziej) o uwierz mi,że płakałam razem z tymi dzieciaczkami. Jednak to nie było przeszkodą by cieszyć się i chwalić wszystkim, kto tylko spytał jak Tola,że moje dziecko radzi sobie wyśmienicie od pierwszego dnia, nie płacze,a i do domu wracać nie chce 😉 Byłam dumna ogromnie z Niej i do dziś jestem,że mając 2,5 roku tak pięknie odnalazła się w nowej rzeczywistości.

    • Oj bardzo dobrze zdaję sobie sprawy z tego, że po dobrym początku może przyjść kryzys. Dlatego cieszę się, że po pierwszych dwóch dnia w przedszkolu dzieci mają weekend. W tym czasie zdążą odpocząć, odreagować być może nabrać dystansu i wrócą w poniedziałek z nowymi siłami. Dziękuję za Twój komentarz :*

  • Tak osobiście i tak serio! Dystans trzeba mieć i do siebie, i do świata 🙂