Coleman
6

Nasz pierwszy raz

Nie nazywalibyśmy się Szczypiorki, gdybyśmy od czasu do czasu nie wpadli na jakiś genialny pomysł. Tym razem postanowiliśmy urozmaicić nasz urlopowy wypoczynek zakupem nowego gadżetu. Wspólnie uznaliśmy, że przygodą życia będzie nocleg pod namiotem.

Niepewni jednak powodzenia całej akcji, na miejsce naszego campingu wybraliśmy…ogródek. Z dziećmi i pogodą różnie bywa, dlatego woleliśmy mieć domowe zaplecze pod ręką. Szybko okazało się, że to było dobre posunięcie.

Już samo rozbijanie namiotu okazało się świetną zabawą, małe Szczypiorki biegały w okół i pomagały rozciągnąć tropik. Potem w minutę opanowały całą przestrzeń naszego czteroosobowego apartamentu urządzając sobie niezłe harce. Emocje długo nie mogły opaść, więc zrobiło się bardzo późno zanim dzieci zmógł sen.

Muszę przyznać, że nawet romantycznie było kiedy tak siedzieliśmy przy blasku lampki campingowej i szumie walki-talki. 😉 Dla małżeństwa z takim stażem (buhaha) to przyjemna odmiana. Chwali ta jednak nie trwała zbyt długo bo coś tchnęło mnie by sprawdzić mapę burzową.

Niestety nie chciało być inaczej, wielka burza szła prosto w naszym kierunku. Było nieco przed północą kiedy niemal sikając z przejęcia niosłam śpiącą córcię do domu. Szczypiorkowy Tata odważnie zdecydował się jednak zostać do momentu, aż burza będzie naprawdę blisko. Przed 5 rano wymięknął. 😉

Okazało się, że prawie nie zmrużył oka tylko leżał i…nasłuchiwał. Nie mieliśmy pojęcia, że nocą tyle dzieje się w pobliżu naszego domu. Zaczęło się od przemarszu rodziny dzików. A. mówił, że był moment kiedy zastanawiał się z której strony ogrodzenia dobiega ich chrumkanie…miał irracjonalną wizję niedomkniętej bramy. ;D Nie wiedział, że to dopiero początek…

W pewnym momencie żałował, że nie zaopatrzył się w odstraszacz ptaków, gryzoni czy innych stworzeń. Pohukiwania sowy, szelest w gałęziach drzew, tętent kopyt na asfalcie i popiskiwania w pobliskich krzakach zapewniły mu moc niezapomnianych wrażeń. Zdaje się, że nadejście burzy wbrew pozorom przyniosło mu sporą ulgę. Mógł wcześniej wrócić do domu bez uszczerbku na męskiej dumie. 😉

Ciekawa byłam jak nasz Synek reagował na te wszystkie atrakcje, nie chciałam by zraził się do nocowania w namiocie. Okazało się, że cały czas mocno spał i nawet nie ma pojęcia co działo się na zewnątrz. Był zły wręcz kiedy nad ranem tata zabierał go do domu.

Jak to zwykle bywa, nasz pierwszy raz nie był taki jak sobie wymarzyliśmy. Mimo wszystko będziemy wspominać go z niemałym sentymentem i zawsze z uśmiechem na buziach. 🙂

Czy również macie na swoim koncie jakąś zabawną lub straszną wakacyjną przygodę? 

Przeczytaj też

  • Matko Zabawko

    Nie ładnie tak, ale uśmiałam się z Twojego męża 😀 wymiękł chłopina.

  • Jak dobrze, że macie ogródek i mogliście wypróbować taką przygodę :)))

    • O tak! Na polu namiotowym nie mielibyśmy alternatywy 🙂