DSC_0048
17

Odkrycie na miarę Kolumba

Dokonałam dzisiaj wielkiego odkrycia. Niczym Kolumb, który odkrył Amerykę, tak ja odnalazłam powód moich problemów natchnieniowo-zastojowych.

Mimo, że bardzo bym sobie tego życzyła, pisanie postów nie przychodzi mi zbyt lekko. Mam tyle do powiedzenia, a często nie potrafię przelać myśli w słowa. Tylko od czasu do czasu rejestruje momenty, kiedy siadam przy komputerze i piszę, tak po prostu. Zwykle jednak toczę walkę….

Przede wszystkim walczę ze sobą. Nie lubię pisać o rzeczach smutnych i dołujących. Trzymam się też zasady, że rodzinne problemy nie powinny stawać się tematami postów. Wiele jest takich dni, kiedy moją głowę zaprzątają właśnie takie sprawy. (Nie)stety nie jestem tak dobrą aktorką, żeby umieć pisać w pozytywnym tonie, kiedy negatywne myśli kłębią się wokół mnie.

I to właśnie odkryłam dzisiaj. Podły nastrój, który towarzyszył mi w ostatnich dniach był powodem tej kompletnej posuchy na blogu. Mam jednak ogromną nadzieję…właściwie, przyjmuję to już za pewnik, że wkrótce wszystko się zmieni. Trzymajcie kciuki! 😉

No dobrze, żebyście jednak nie myśleli, że notorycznie chodzę nabzdyczona jak osa, to opowiem Wam jak to jest z moim blogowaniem.

Jak zapewne wiecie, jestem mamą dwojga wspaniałych małych ludzi. To oni pochłaniają większość mojego czasu, więc na blogowanie faktycznie pozostaje go niewiele. Teoretycznie, mogłabym robić to wieczorami…Tylko, że często moje wieczory zaczynają się w okolicach północy. O takiej porze mój mózg nie ma prawa spłodzić niczego, co mogłoby porwać tłumy. Bardzo doceniam te weekendy, kiedy odwiedza nas Ciocia B., którą Maluchy uwielbiają. Nadrabiam wtedy sporo zaległości. Ciociu B., przyjeżdżaj częściej! 🙂

Wbrew pozorom, praca w domu, nie jest tak świetnym rozwiązaniem. Oczywiście, zalet ma bardzo wiele ale wymaga ogromnej dozy samozaparcia i cierpliwości. O ileż łatwiej jest pracować w miejscu, w którym każdy skupiony jest na pracy, niż w domu, gdzie w tym samym czasie trzeba robić milion innych rzeczy. Wyprowadźcie mnie z błędu jeżeli się mylę, ale tak właśnie czuję.

Mam nadzieję, że teraz ciutkę lepiej mnie rozumiecie i wytrwacie mimo nieplanowanych „postojów”. 😉 Zdjęcie mówi samo za siebie…

Przeczytaj też

  • a też tak mam, że jak mam doła, wolę nie pisać 🙂

  • Mam podobnie. Jeszcze mnie ostatnio migreny męczą i nie daję rady nic ogarnąć 🙁

  • A ja wtedy piszę, ale teksty nie są wesołe tylko smutno-wkurzone. O dziwo, ludzie też lubią je czytać…

    • Może i tak ale ja z reguły nie lubię użalać się nad sobą, a z pewnością taki wymiar przybrałyby moje posty 😉

  • Praca w domu… Myślałam, że będzie lekko 🙂 że pomimo bycia w domu uda mi się sporo popracować bez wysiłku i bezkolizyjnie – nie chodzi mi o bloga. Się myliłam i to bardzo 🙂

    • Też miałam w planach podobne przedsięwzięcie ale szczęśliwie wcześniej zaczęłam blogować 😉

      • Ja pracę w domu uprawiam tylko w ramach urlopu macierzyńskiego 🙂

        • Ambitnie 🙂

          • Raczej kontynuacja stanu przed ciążą 🙂 Teraz powoli, powoli wracamy do pracowania po za domem 🙂

  • Matko Zabawko

    też tak mam, więc dobrze Cie rozumiem 🙂

  • Monika Kampczyk

    aaah doskonale rozumiem.. i też przyjęłam, że na blogu nie ma smutów, ani spraw prywatnych.. ma być radośnie!

  • U mnie też ostatnio zastój postowy.

    I też związany z problemami natury prywatnej.

    Nie umiem przeskakiwać myślami z problemów na to, o czym mam pisać.