pójdę do babci
20

To ja pójdę do babci…

W życiu matki są takie momenty, kiedy żałuje, że jej zasób niecenzuralnych słów jest nazbyt ubogi. Inaczej mogłaby chociaż w myślach dać upust swojej frustracji. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że macierzyństwo to nie tylko sielanka opływająca lukrem, tym bardziej, kiedy dzieci wychowuje się w domu wielopokoleniowym.

Powszechnie utrzymuje się, że do babci i dziadka należy zaszczytna funkcja rozpieszczania swoich wnuków. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby proceder ten odbywał się jedynie w ramach spotkań rodzinnych, od czasu do czasu. Problem zaczyna się w momencie, kiedy staje się to codziennością, a zamiast współpracy jest walka.

Wyobraź sobie,

że przygotowujesz zdrowy i pożywny posiłek. Dbasz o prawidłowy rozwój swoich dzieci, więc chcesz dawać im to co najlepsze. W tym samym czasie dziadek wraca z pracy i częstuje dzieci batonikami czekoladowymi, ciasteczkami czy innymi kolorowymi jogurtami. Masz dwa wyjścia. Możesz machnąć ręką, a tym samym nie narażać się na fochy dziadka, ale odpuścić też zdrowy posiłek na rzecz pustych kalorii. Możesz też powiedzieć „nie”, ewentualnie „po obiedzie” ale wiedz, że długo wysłuchiwać będziesz żali i pretensji. Myślisz, że gorzej być nie może? O ile masz wpływ na dzieci, nie możesz być pewna, że mimo Twoich protestów, gdzieś po kryjomu dzieci jednak zostaną nakarmione słodyczami. Na pewno poznasz po umorusanych buziach.

Słyszałaś kiedyś o dziecku,

które wypadło przez okno? Na pewno. Ja osobiście jestem przewrażliwiona na tym punkcie i do głowy by mi nie przyszło pokazać dzieciom, że siedzenie na parapecie przy otwartym oknie może być fajne. Niestety, babcia nie miała przed tym oporów. Znów musisz tłumaczyć i zabraniać, a z punktu widzenia dziecka, psuć świetną zabawę.

To wszystko powoduje, że dziecko znacznie chętniej wybiera tych, którzy nie stawiają granic, którzy nie wymagają. Mówisz dziecku „Chodź, posprzątamy razem Twój pokój.”, a w odpowiedzi słyszysz „To ja pójdę do babci…”

Babcia i dziadek nie są zobowiązani pomagać w wychowaniu dziecka, nie można od nich tego wymagać. Ich obowiązkiem jednak jest nie przeszkadzać.*

*Nie biorę pod uwagę rodzin dysfunkcyjnych.

Jaka wg Ciebie powinna być rola babci i dziadka? Czy godzisz się na TAKIE rozpieszczanie swoich dzieci?

Przeczytaj też

  • Na szczęście nasza córka ma pomysłowych, ale rozsądnych i świadomych zagrożeń dziadków:)

  • U mnie na szczęście nie ma takich problemów. Moja mama praktycznie się moim dzieckiem nie zajmuje (mimo, że mieszkamy w tym samym domu), a teściową mam wspaniałą. Szanuje, że młody nie je tego, czy tamtego. Nie rozpieszcza, ale dziecko lubi z nią przebywać, bo zawsze coś fajnego dla młodego wymyśli 🙂

  • Moje dzieci i ja sama mam z rodzicami dobry kontakt. Jeśli jest taka potrzeba to pomogą. Rozpieszczają, ale w granicach rozsądku. Nie mogę narzekać. 🙂 Teściowie też są w porządku.

    • A mieszkacie w jednym domu/mieszkaniu?
      Nie mówię, że moi rodzice czy teściowie są beznadziejni. Myślę jednak, że mieszkanie z nimi w jednym domu wymaga sporej dawki cierpliwości.

  • Jestem dość nerwowa, jeśli coś nie idzie po mojej myśli, może stąd moje żale na temat dziadków… Junior już się nauczył, że jak mu czegoś nie dam (nie pozwolę bawić się naczyniami, radiem, czy siedzieć na blacie w kuchni) leci z płaczem do babci… Babcia, ta dobra, da – pozwoli, oboje się cieszą, a ja myślę o przyszłości i dalszym wymuszaniu.
    Jeżeli chodzi o posiłki, staram się je podawać o stałych porach. Jednak Babcia daje mu jeść na non stopie – nie ważne, czy zaraz będzie obiad, czy dopiero zjadł śniadanie (dopycha bułką, parówką itp) byle by coś miętolił. Strasznie mnie to denerwuje – ponieważ Junior chce wszystko, jak tylko widzi, że ktoś coś je – nie dlatego, że jest głodny, po prostu jest ciekawy.

    • Niech zgadnę…żadne Twoje prośby ani groźby nie są w stanie zmienić tego stanu rzeczy? A jeżeli nawet, to po kilku dniach problem wraca jak bumerang. Ciekawa jestem czym my będziemy wkurzać nasze dzieci? 😉

  • Ojj, babcia i dziadek powinni jednak trzymać się zasad ustalonych przez rodziców. Mój koronny argument: „a jak wam się do naszego wychowania wpychali to fajnie było?”. I temat się ucina, a ja mam spokój.

    • Jak to mówią, nie pamięta wół jak cielęciem był…czy jakoś tak. Wiesz, najgorzej jest kiedy ktoś przyjmuje postawę nieznającą sprzeciwu.

  • Cwana Mama

    Moim skromnym zdaniem babcie to zło 😉 a prababcie to już w ogóle. Chodzi właśnie o kwestię odżywiania a właściwie faszerowania dziecka czym popadnie. I o rozpieszczanie polegające na uległej służbie. Dziecko chce dziecko dostaje. Chce się napić coli babcia naleje i jeszcze potrzyma niekapek żeby się dziecko nie zmęczylo. Babcia owszem ale tylko pod czujnym okiem rodziców i ich zasad. Odkąd moja babcia na moich oczach wcisnęła mojemu czteromiesięcznemu dziecku do buzi odgryziony własnymi ustami kawałek czekoladowej mufunki. Odkąd pomimo trzykrotnego zapewnienia że moje dziecko przed chwilą zjadło obiad po chwili zobaczyłam je spacerujące z buzia wypchaną jedzeniem. Odkąd mój własny ojciec chciał dać małemu się napić ze swojej szklanki spritea ”żeby spróbował”. Nie ufam dziadkom ani babciom. Chcą dobrze ale koszt naszych starannie przemyślanych, przestrzeganych zasad jest zbyt wysoki na te dobre chęci.

    • Widzę, że nie tylko u nas takie cyrki się odstawiają 😀

  • gabistworkowo.blogspot.com

    Niech rozpieszczają, ale raz na jakiś czas – takie moje zdanie. Niestety ciężko jest wprowadzać własne zasady wychowywania dziecka jeśli mieszka się z jego dziadkami.

    • Nie mam nic przeciwko rozpieszczaniu…w granicach rozsądku i od czasu do czasu. Pracujemy nad tym 😉

  • Samo rozpieszczanie, moim zdaniem, nie jest złe. Rodzice trochę czasami krzyczą i czegoś zabraniają, a dziadkowie w tajemnicy na to pozwalają, bo chcą zrobić wnukom przyjemność, tak już jest i tego się raczej nie zmieni. Tragedia jest dopiero wtedy, kiedy dziadkowie pozwalają sobie wejść na głowę dla świętego spokoju. Dzieciak o coś prosi, a dziadkowie od razu się zgadzają nie dlatego, że chcą sprawić mu przyjemność, ale dlatego, że chcą uniknąć płaczu i awantury. To jest najgorsza strona „rozpieszczania”.

  • Znam ten ból. Mieszkamy na piętrze i zawsze kiedy Antek ma karę albo jest na mnie zły bo mu nie pozwoliłam zjeść słodycza to idzie na korytarz i zamykając dzrwi rzuca, że idzie na dół do babci. Czasami zabraniam mu tam chodzić bo nie wiem co się dzieje i nie wiem czy ten zabroniony przeze mnie słodycz nie jest tam podawany. (Podejrzewam, że tak). Ale to nic nie daje bo wymyka się czasami i nawet nie wiem, że poszedł…

  • To jeszcze przede mną, do porodu ponad miesiąc, ale szczerze mówiąc już się trochę martwię, że teściowa będzie nazbyt rozpieszczać dzieciaka i to nie tylko dlatego, że uważa że taka rola babci, ale również z braku konsekwencji i odpowiedzialności – bo te będą już moim problemem. I z jednej strony wiem, że chętnie będzie się zajmować Małym, a z drugiej ja chyba mniej chętnie będę chciała zostawiać syna z babcią…

    • Jeżeli od początku postawisz sprawę jasno, może uda Ci się uniknąć takich sytuacji. Nie wiem jak to wygląda w relacji z teściami.