DSC_0027
11

Życie z małym kaskaderem

Sąsiadka: Jaka śliczna dziewczynka! A chodzi już?

Szczypiorkowa Mama: Tak, chodzi (i duma mnie rozpiera ;))

Sąsiadka: To teraz macie łatwiej…

Szczypiorkowa Mama: Taaaaa….ale tylko troszkę.

Kilka dni temu, nasza Dziewczynka skończyła 14. miesiąc życia. W iście ekspresowym tempie nabywa nowe umiejętności i udoskonala te, które już posiada. Zdaje się, że Starszy Brat ma na nią spory wpływ, bo stara się naśladować go we wszystkim i dorównać mu „kroku”. Przy tym, nie baczy zupełnie na swoje ograniczenia związane z wiekiem i uparcie dąży do obranego celu.

I to jest to miejsce, gdzie duma matki graniczy z przerażeniem. Z jednej strony cieszę się, że nasza Córeńka jest tak otwartym i ciekawym świata dzieckiem. Z drugiej zaś, umieram z przerażenia, kiedy wspina się tu i tam. Od jakiegoś czasu, wejście na łóżko czy fotel przestało być dla nie problemem. Doszło do tego, że większość komunikatów, które do niej kieruję to „zejdź”, „nie rób tego”, „zostaw to”, itd.

Jeżeli zastanawialiście się, dlaczego coraz rzadziej pojawiają się nowe posty, to po lekturze tej notki przestaniecie mieć jakiekolwiek wątpliwości. Powiedzenie „Mieć oczy dookoła głowy…” przybrało dla mnie zupełnie nowego wymiaru, dlatego uzupełniłam je o stwierdzenie, że „…to czasami za mało”. Był już siniak na policzku, rozcięta warga i przytrzaśnięte paluchy. Wystarczyła chwila nieuwagi.

Jakiś czas temu, przekonaliśmy się też, że przebojowe usposobienie naszej Królewny zagraża nie tylko jej samej. Teraz już wiem, że wszelkiego rodzaju urządzenia, a zwłaszcza te elektroniczne, musimy przechowywać poza zasięgiem jej maleńkich rączek. Mój smartfon nie zdążył jeszcze wrócić z serwisu, a już czeka mnie obdzwanianie dystrybutora Recaro. W takich sytuacjach, zawsze powtarzam sobie „To tylko sprzęt, dobrze, że jej nic się nie stało”…a przy tym ciśnienie skacze niebezpiecznie.

Dlatego błogosławione są takie momenty jak ten. Dzieci spokojnie śpią, słychać tylko ich miarowe oddechy i stukot klawiszy pod moimi palcami. To kilka chwil w ciągu całej doby, kiedy nie muszę latać za Córeczką po mieszkaniu i łapać w locie różnych rzeczy…lub jej samej. I patrząc na jej śpiącą buzinkę nie mogę się nadziwić, ile energii może zmieścić się w takim maleńkim człowieczku. Jedno jest pewne, życie bez niej byłoby strasznie smutne.

Ktoś powiedział…”Dzieci nie śpią, dzieci się ładują.” Osobiście podpisuję się pod tym obiema rękami. A Ty?

Przeczytaj też

  • A ja już się boję jak to będzie jak Tosia stanie się bardziej mobilna 😉 p.s. Nie wszyscy śpią o tej godzinie, niektórzy nadrabiają zaległości studenckie :p

    • Będzie dobrze! Czas działa na naszą korzyść 😉

      P.s. Doba jest stanowczo za krótka 😉

  • Już patrząc na to zdjęcie, to widać, że Ania to łobuziara 🙂

    Ale u nas jest podobnie – Oliwka jest bacznym obserwatorem Wiktorii, często Ją naśladuje we wszystkim, czym się da (i w tym, czym się nie da – też), nie bacząc na to, że ona ma np. krótsze nóżki 😉

    • Dokładnie tak to wygląda. Synek potrafi sobie wskoczyć na łóżko i z niego zeskoczyć i Córcia jest święcie przekonana, że też tak potrafi 😉 Cóż, nie da się ukryć, że ma dziewczyna charakterek 😉

  • Matko Zabawko

    Dlaczego tak krótko lądują baterie? 😀

  • Ja mam jakiegoś dziecioodpornego smartfona, bo mała od czasu do czasu ma go w łapach i nie psuje. Chyba wie, że z tym ostrożnie. Za to mając 1,5 roku znalazła mi w nim kilka ukrytych funkcji, skrót do managera urządzeń, że można szybko dodawać pulpity, mając 2 lata już umiała sama sobie włączać jutub, a teraz naprawdę muszę przed nią telefon chować, żeby się od tej jutuby nie uzależniła (ma fioła na punkcie piosenek po nagielsku typu pięc palców i odliczanie z małpek i inne takie edukacyjne w anglojęzycznym internecie).

    • Dobrze wiem o czym mówisz. Nasza A. jeszcze pół roku nie ma a już wie, że w telefonie można bajki oglądać 😉 Tak, ja wiem, mama sama pokazała 😛

      • Ostatnio wujek przywozi tablet. Dzięki temu mała nauczyła się nowego słowa. Niamnie, jablie i inne próby wymówienia słowa tablet. A ja szczęśliwa, bo to kolejne słowo w bardzo ograniczonym jej słowniku (ostatnio doszedł też człowiek i parę innych). Staramy się jej dawkować urządzenia cyfrowe rozsądnie, ale jak patrzę na tempo w jakim uczy się ich obsługi… to jestem zdumiona. Ja rozumiem pięciolatki, ale dziecko niespełna trzyletnie, tak kumające zasadę wchodzenia/wychodzenia po menu, szukania filmów, klilkania w linki, naprawdę trzeba uważać i na wszelki wypadek wyłączać internet na urządzeniu, żeby nie wlazła w coś „niedobrego”. Na szczęście klocki, układanki, rysowanie, piłka, zabawa makaronem i kapsułkami od ekspresu nadal jest sporą konkurencją. 🙂

  • Nie ma co się stresować 😉 To trudny czas ale da się przeżyć…nawet ez chodzika (nie pochwalam). Grunt to uzbroić się w cierpliwość. Pozdrawiam 🙂